środa, 20 stycznia 2016

Rozdział III

ROZDZIAŁ III

Jest sobota. Koło godziny czwartej, Alex zaprzestał torturowania mnie. Jednak nadal byłam przywiązana. Nawet nie próbowałam się ruszać,… tak bardzo wszystko mnie boli.
Kilka razy straciłam przytomność. Wtedy już nic nie robiło mi różnicy, ale nigdy więcej nie dam się nikomu tknąć. Czuje wstręt do samej siebie, za nie popełnienie samobójstwa kiedy był na to czas.
Teraz jest za późno, a ja będę żyła ze świadomością, że żyję w patologicznej rodzinie.
Matka mnie zmusiła. Suka!
Ojca nie obchodziłam, nic nie widział. Kretyn!
Brat popełnił jednocześnie gwałt i kazirodztwo. Na niego nawet nie ma odpowiedniego określenia!
A ja?
Właściwie co ja zrobiłam? Jak powinnam samą siebie nazwać?
Płacz i ból się liczy? Na przezwiska szkoda czasu.
Niewiele, tak naprawdę nie zrobiłam nic, żeby tego uniknąć.
Przecież to wszystko to moja wina. To ja ich prowokowałam. Jestem nikim.
Ale dlaczego mnie to spotyka i czemu nikt mi nie pomaga?
Ze świata ciemności i bólu wyrwało mnie poczucie uwolnienia moich kończyn. W końcu się zlitował i mnie uwalnia.

Albo? Nie, nie, nie!

- Spróbuj komuś powiedzieć, – ostrzegł - a zabije cię właśnie w ten sposób.- mówiąc to, włożył mi palce do unerwionego i zakrwawionego zakamarka mojej przewrażliwionej kobiecości.
Czy mogę jeszcze raz stracić przytomność?
- Niee…i..e. Niic..powiem – zaszlochałam, a łzy połykałam równocześnie z gulą w gardle.
- No to, jesteśmy umówieni – jego oczy błyszczały triumfem.
Pierdolony sukinsyn!
Kiedy zbliżył swoje usta do moich poczułam odruch wymiotny i natychmiast zerwałam się z lóżka. Chciałam jak najszybciej stąd zniknąć. Na niewiele się to zdało, ponieważ zaraz spotkałam się boleśnie z podłogą. Nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Są całe zdrętwiałe. Kto by pomyślał?
- Kurwa!- wymsknęło mi się.
- Muszę przyznać ci rację chociaż raz, jesteś całkiem niezłą kurwą. – Alex puścił mi oczko i zaraz był przy drzwiach. Mojej wcześniejszej uwadze umknęło, że był już całkowicie ubrany i ,,czysty’’. – Wychodzę, nie czekaj na mnie. - posłał mi szybkiego buziaka.

I tyle.

Wyszedł.

Zostawił mnie.

Zaraz się porzygam…

Zlana potem, całkiem już przylepiłam się do brązowych jasnych paneli, w pokoju rodziców.
Poleżałam tak jeszcze 10 minut. Uczucie w nogach powoli powracało, więc chciałam to wykorzystać, i jak najszybciej się dało, zaczęłam się lekko podnosić podpierając ręce o łóżko. W zasadzie to tylko rozłożona, duża sofa.
Naga pobiegłam do drzwi wyjściowych i jak najszybciej je zamknęłam na wszystkie trzy kłódki i przekręciłam dwa razy klucz. Niewiele myśląc udałam się do łazienki, weszłam pod zimny prysznic. Stałam tak, aż poczułam, że moje ciało więcej zimna nie zniesie. Zakręciłam zimny dopływ, a przekręciłam na gorącą wodę. Zabrałam się do mycia włosów i całego ciała, unikając miejsca intymnego. Pomimo tylu godzin płaczu nadal czułam gorące łzy, które zmywała już ciepła woda.
Nie rozczesywałam włosów, nie wycierałam się, nie umyłam zębów. Nawet na lustro się nie spojrzałam. Zamknęłam się w pokoju na klucz, ubrałam fioletową pidżamę z zajączkiem i schowałam się pod łóżkiem.
Nikt mnie stąd nie wyciągnie. Zgniję waśnie tutaj.
Wszystko mi już leży.
Życie straciło dla mnie sens.
Zasypiam, to tutaj czuje się bezpiecznie. Wszystko jest dobrze. To tylko koszmar, koszmar, który się spełnił.


*** KILKA GODZIN PÓŻNIEJ***



Chce się przekręcić na prawy bok ale nie mogę.
Znowu jest przywiązana?!

- Nie, nie, nie. - Szybko się podrywam, mocno uderzając głową o coś twardego i ciężkiego.
- Gdzie ja do cholery jestem?! – Wrzeszcze sama na siebie.

Już całkiem mi odjebało?

Rozglądam się niepewnie. Okej leżę na podłodze. Znowu? Ale gdzie?

- Uhh… - po chwili orientuję się, że w swoim pokoju pod łóżkiem. – Ja…, ale się wystraszyłam.
Słyszę, że ktoś chce wejść oraz dziwne szmery. Przecież nikogo nie może być w środku. Zamknęłam drzwi, to nie możliwe aby tutaj ktokolwiek wszedł.
Odgłos wiertarki wyrywa mnie z niepotrzebnych zamyśleń.

- Nicol, otwieraj te cholerne drzwi! – słyszę Beatę
- Nie chcę
Znowu jakiś trzask, a do pokoju wlewa się trochę światła.
- Skończyłem. - męski głos, którego nie znam? Kto to jest?
- Ile płacę?- teraz ciężki głos taty.
Jakiś cień zbliża się do mojego łóżka i bardziej czuje niż widzę, że ktoś chwycił mnie za kostkę u lewej nogi i wyciąga spod łóżka. Matka nie wygląda najlepiej. Aż szkoda na nią patrzeć. Makijaż rozmazany, włosy w nieładzie, ubranie całe poplamione i… ugh, śmierdzi potem i alkoholem.
- Co ty sobie myślałaś, zamknąć się w pokoju?! Nie mówiąc o drzwiach wejściowych!- jej głos jest twardy i niemiły dla uszu. Skulona leżę na podłodze. – Głupszej od ciebie już nie ma… - nie słuchałam jej, poczułam tylko jak mnie podnosi do pionu, a potem tylko dwa lekkie uderzenia w twarz i raz z pięści.
Chyba nie ma siły, skoro tak lekko. Nie reaguję na to, dlatego mnie puszcza i znowu upadam nie przejmując się tym.
- Popamiętasz mnie jeszcze
- Zamknij drzwi! – podnoszę głos ale drzwi są zamknięte.

Brakuje klamki…



Rozdział jest dzisiaj, ponieważ jutro wyjeżdżam do wujka. Wiem, że jest krótki i taki sobie, ale nie mam czasu :D Do napisania, i tym co mają ferie tak jak ja... życzę udanego odpoczynku :D

2 komentarze:

  1. Czekam na kolejny :) Czytałam z zapraciem tchu!! Co ona musiala przeżyć.. Nie moge sie doczekac kolejnego rozdziału ^^ Twoja pandzia

    OdpowiedzUsuń
  2. Oooo... Mega masz bloga czekam na next ^^

    OdpowiedzUsuń

Komentowanie dozwolone wszystkim czytającym bloga:D