ROZDZIAŁ IV
Praktycznie przez cały weekend nie wychodziłam z pokoju. Tak naprawdę to nadal leżałam podłamana i skulona na duchu pod swoim łóżkiem. Ściągnęłam wcześniej kołdrę i przykryłam szczelnie każde miejsce żeby powietrze mnie nawet nie musnęło. Wychylanie się daleko nie miało sensu. Nie chciałam nikogo spotkać. Nikt nawet się mną nie interesował.
A dzięki Aniołom, za brak zainteresowania Alexa.
Łazienka i porywanie szybkich kanapek kiedy wszyscy spali było wszystkim czego potrafiłam dokonać w ten weekend. Odwodniona teraz zastanawiałam się jak ja pójdę do szkoły. Nie mogę opuszczać tych cholernych zajęć kiedy moje oceny nie miały się kolorowo, treningi trwały w dalszym ciągu, a tekst na kolejne przedstawienie nawet nie zostało przeczytane.
Krótko kwitując kończący się tydzień i nadchodzący kolejny tragizm, można nazwać tylko słowami: Jestem w dupie!
Okej, weź się w garść larwo bo jutro szkoła, a ty śmierdzisz jak spleśniała kanapka w plecaku po całych wakacjach.
Dosłownie.
Przesuwając raz górną częścią ciała a raz dolna wysuwałam się spod łóżka; nie lada wyzwanie dla sporych rozmiarów piersi, wydostanie się z tej szczeliny. Weszłaś, to teraz wyjdź – wmawiałam sobie.
I w końcu stanęłam na szerokich stopach.
Zegarek na ścianie pokazywał 3 nad ranem. Jest już poniedziałek.
Zabierając z szafy komplet nowej pidżamy, cicho wysunęłam się za drzwi. Lekko zaskrzypiały.
Wmawiaj sobie ze brak klamki nie ma nic do tego.
Taa, jasne.
Uniosłam lewa stopę i delikatnie stanęłam na zimnych białych kafelkach prowadzące do przeciwległych drzwi.
Łazienka jest o trzy małe kroczki od ciebie, uff, dasz rade.
- Sss… - wypuściłam świszczący odgłos wydobywający się z samego końca mojego języka.
Pierwszy krok - Przymknęłam lekko swoje drzwi do pokoju.
Drugi kroczek – spojrzałam w lewo i w prawo, ani śladu ssaków.
Trzeci - potężny suseł i już zamykałam na klucz drzwi do niewielkiej łazienki.
- Ja piernicze, jak w jakimś nielegalnym horrorze.
I po co oglądałaś ,, Dom woskowych ciał’’?
Jak zawsze w kąt rzuciłam świeżą pidżamę, a ubranie które miałam wcześniej na sobie włożyłam już do żeracza brudów. Wyciągnęłam niedawno kupioną nową różową golarkę i weszłam pod ciepły prysznic, chwile stojąc w bez ruchu. Golarkę odłożyłam na półkę zamontowaną w ciasnej kabinie prysznica, na wysokości mojego ramienia, a zabrałam się za dokładne umycie włosów i namydlania czerwonej skóry. Powoli sięgnęłam po ostrze, i chyba, trochę nieświadomie przejechałam nią po kosce na lewym nadgarstku. Wtem poczułam lekkie szczypienie w tym miejscu.
A może by tak? Ale tylko trochę.
Nie, nie, nie – powtarzał mój umysł.
Ale przecież dużo dziewczyn tak właśnie robi.
Ty nie jesteś jak każda - powtarzał dziwny głos w głowie.
Odpychałam czym prędzej rozsądny głos w swojej głowie. To nawet miłe uczucie, a rany nie są mi obce. Niewiele myśląc, przyciskałam leciutko żyletkę do nadgarstka, przesunęłam, i zrobiłam kolejne płytkie nacięcie. Wstrzymałam oddech. Stróżka krwi pojawiła po paru sekundach, ale woda ją zmywała. Znowu mi się spodobało i zrobiłam jeszcze kilka po czym zajęłam się odpowiedniejszymi miejscami.
Nadgarstek piekł mnie i było to niedorzecznie przyjemne uczucie, coś innego niż strach i obrzydzenie. To było miłe odcięcie się od rzeczywistości. A czerwień działała na mnie teraz uspakajająco.
Zadziwiające i głupie.
Istnieje coś takiego jak dno dna? Nie?
A płyta kontynentalna.
***
Dzisiaj leżę już normalnie na materacu mojego łóżka. Jest po czwartej. Jutro szkoła od 9:20 do którejś tam, a ja jeszcze nie spakowana…
Drrryń
Drrryń
- Jeszcze nie, kurde. – Po co nastawiałam tak wcześnie.
Drrryń
Holender, odwracam się na drugi bok i na ślepo staram się sięgnąć ręką do ekranu telefonu. Chwila ciszy, udało się. Ściągam kołdrę, powoli siadam. Uchylam lekko powieki i się rozciągam. Po chwili postanawiam znowu się położyć plecami na łóżku. Jeszcze przez chwile się zastanawiam; co mam zrobić?
Musze ubrać sweter, żeby zakryć samookaleczenie.
I po co to zrobiłaś. Na szczęście jest teraz zima.
Koniec, musze się podnieść. Wstaje mimo chrupnięcia w kolanach i wlekę nogi do łazienki zrobić makijaż, oraz inne poranne duperele. Ranę przepłukuję wodą utlenioną i smaruje witaminą A - na szybsze gojenie. Potem zamykam się w pokoju z zamiarem wyboru dzisiejszej stylizacji. Długie czarne spodnie przetarte na kolanach i czarny sweter w czerwone paski. Skarpetki wciągam zielone i kilka bransoletek na lewą dłoń, jako ukrycie.
Genialny zestaw.
Z wieszaka ściągam torbę na ramię, podchodzę z nią do tablicy korkowej i sprawdzam jakie mam dzisiaj zajęcia.
Poniedziałek:
Od 9:20 do 12:35
1. Niemiecki
2. Historia sztuki
3. Historia - Długa przerwa
4. Podstawy przedsiębiorczości
+ Zajęcia teatralne
Wszystko pięknie, nie licząc tego, że na nic nie mam zrobionego zadania i musze się jeszcze usprawiedliwić u nauczycieli.
- Anioły dajcie mi siłę na ten dzień. – przewracam oczami.
Wszystko spakowane oprócz tekstu, a z półki przy biurku zabrałam potrzebne dokumenty i portfel.
Później musze kogoś odwiedzić.
W domu już nikogo nie ma, i wyjdę bez śniadania. Wkładam czarne wysokie glany z pomarańczowymi sznurówkami, kurtkę zakładam bez zapinania i owijam szyje zielonym szalikiem. Przed lusterkiem poprawiam włosy i nakładam przezroczysty błyszczyk na suche usta.
Jestem gotowa, wychodzę.
Już zamykam drzwi.
- A zegarek, telefon i słuchawki? - coś jest ze mną nie tak. Żeby zapomnieć zegarka!
I znowu wchodzę do mieszkania, lecę do pokoju i zabieram szybko potrzebne rzeczy. Telefon do kieszeni, słuchawki na uszy, a zegarek zapinam jak zawsze na prawym nadgarstku.
Jest 8:53, autobus odjeżdża za 5 minut.
I znowu zamykanie, przekręcanie i szybki skok z ostatnich schodków.
***
W piekarni obok kupuję świeżą kanapkę z sałatą, ogórkiem i papryką. Dzisiaj nie jem nic mięsnego. Patrzę na lodówkę z napojami i korci mnie jeszcze sok pomarańczowy. W koncie niedaleko ludzie siedzą na krzesłach barowych ze znajomymi i również wcinają kupione śniadania. To żaden nowy widok.
- Co tak na mnie patrzysz? – szepczę do napoju i odwracam wzrok.
Ekspedientka dziwnie się na mnie patrzy, a ja słodko się do niej uśmiecham. Po coś te gały jednak ma.
- 3,20 Euro poproszę. Czy potrzebuje pani czegoś jeszcze? – Głupia kura jeszcze się na mnie gapi tymi wytuszowanymi prostymi rzęsami i mam ochotę się z niej pośmiać. Nie ma jak dobry makijaż - myślę
- To wszystko, dziękuję. - Podaje jej pieniądze, zabieram moją kanapkę, która leży bezpiecznie w brązowej torebce i szybko wychodzę.
Wydawała się teraz spłoszona. Jak to kurki.
Szkoła jest 15 minut oddalona ode mnie i chyba się przejdę. Przyda mi się spacerek, a przy okazji mogę zjeść swój zakup. Kilka przecznic i będę.
Klikam w ikonkę Muzyka, wybieram pierwszy lepszy utwór, a słuchawki puszczają szybki rytm jednej z piosenek starego zespołu Smokie.
Trochę pogwizduję skręcając w lewo koło pralni. Pies prowadzony na smyczy sika niedaleko mnie na starą latarnię. Zwykłe życie codzienne każdego psa.
Coś mi tutaj nie pasuje.
Żuję i żuję, mlaszczę, aż wreszcie…
Zapomniała dodać pieprzu do mojego śniadania.
Już jej nie lubię.
Nieco wkurzona na kurę, przechodzę przez pasy. Samochody przystają na czerwonym świetle i czekają na zielone spiesząc się z odwożeniem dzieci, i pojawieniem się punktualnie w pracy. Ja bardzo powoli przestępuję z paska na pasek.
I nagle czuje się opuszczona przez wszystkie siły napędzające ten dzień.
Paski.
Alex i pasy.
Ja i bezsensowny płacz.
Spierniczajcie koszmarne obrazki…
UDANEGO DNIA :D
Esencja smaku :* Odskocznia od brutalności XD KC za kanapki i witaminę A ;)
OdpowiedzUsuń