WITAM MOJE SŁONECZNIKI, TUTAJ MACIE 1 ROZDZIAŁ !!! MIŁEGO CZYTANIA !!!
ROZDZIAŁ I
Stoję przed poszarzałym i przestarzałym blokiem z czasów pierwszej połowy XX wieku,1926 rok, ma trzy piętra, żadnych balkonów i zero kwiatów od strony ulicy. Jest ponuro, obco, a jednak mieszkam tutaj od wielu lat. Smutno mi patrzeć w okno na pierwszym piętrze przypominając sobie, że nie dawno je wymienialiśmy. Zimno listopadowej nocy przedostawało się przez te staruszki.
Ale czego nie robi się dla zapamiętania choć części swojej przeszłości? Zachowałam kawałek drewna z ramy starego okna ze swojego pokoju.
Ale wpatruję się w okno swoich rodziców, moje jest po przeciwnej stronie. Oglądają telewizję i dobrze popijają.
Nie muszę tego widzieć, żeby to wiedzieć. Przecież co tydzień jest to samo.
Obok jest kuchnia. Nie widzę żadnej istoty żywej.
Żadnej firanki tylko te nowoczesne żaluzje, które nie przepuszczają światła dziennego. Są ciemne i brudne albo raczej brudne i ciemne.
Takie same jak oni.
Świetnie się dobrali.
W kuchni cały czas świeci się światło, jeszcze nie poszli spać.
Jebnięci.
Nie chcę wchodzić do środka bo wiem co na mnie czeka. A tak… to może uda się trochę przesunąć w czasie. Choć trochę. Chociaż o krótkie 10 minut.
Gdybym naprawdę wierzyła w Boga wykorzystałabym tę chwile na modlitwę, ale jego nigdzie nie ma.
Jest tak jakby o mnie zapomniał.
Zapomniał chwilę po moich 12-tych urodzinach.
Nie ma. Bum, światło mnie oślepiło, a drzwi z głośnym hukiem zamknięto.
Nagle nic, kompletna nicość, która ogarnęła nas ze wszystkich stron.
I tak właśnie zaczęłam się czuć. Jak nic. Chwila szczęścia, a potem zła wiadomość dla nas wszystkich.
- Jesteś nikim.- mówili - Jestem nikim. – odpowiadałam.
Metoda, którą stosuję przypominając sobie o Bogu: ,,Nie ma Ciebie dla mnie, nie ma mnie dla Ciebie’’.
Ale to jest nie ważne, bo nawet On nie byłby w stanie tego zmienić, ani mnie znieczulić. Nawet gdyby był, ale go nie ma. Dlatego najlepiej nie posiadać uczuć.
Żadnych.
Zero.
Minus, duże minus.
Ograniczyć się do minimum. Ale ja tak nie potrafię. I dlatego jest coraz gorzej.
Niby tak pusto w środku, a jednak niezupełnie. Mam w sobie mnóstwo strachu i gniewu, i zimna.
W końcu jest zimno. Widzę wydychaną parę z moich ust, a światło dalej się świeci. Nie chcę ich spotkać. Nie chce ich. Niczego nie chcę. Tylko kołdrę. Nic więcej, przecież jestem samowystarczalna.
- Jest zimno!
Przecież mamy styczeń, 23 stycznia 2015. Pamiętna data bo nie zabrałam ze sobą, ani czapki, ani szalika i marznę. Marznę? To takie dziwne słowo. Prawie jak marzyć.
- Hehe. - śmieję się sama z siebie.
Jest takie porównanie, właśnie je wymyśliłam:
,,Zero mózgu = zero ciepła’’.
Spojrzę krótko na zegarek na moim prawym nadgarstku, 23:08. Jebnąć w stół, chce spać!
- Ugh - głośno jęczę i kieruję swoje ciało i myśli w lewo, a potem prosto. Nie pod górkę tylko prosto. Idę na przystanek tramwajowy. Nogi mnie bolą, a poczekam sobie jeszcze trochę.
Wolny krok. Prawa, lewa, prawa, lewa, prawa, lewa, prawa, lewa, prawa, lewa, prawa, lewa, pra… - słyszę czyjeś kichnięcie.
- Na zdrowie – mówię cicho, ale do kogo? Do siebie?
- Dziękuję - odpowiadam samej sobie.
Dochodzę na przystanek i widzę starszą kobietę, pewnie po sześćdziesiątce w cienkich, srebrnych okularach z wielkimi oprawkami. Ubrana jest w ciepły jasny płaszcz i buty na niskim obcasie. Czerwona chustka na głowie ma zastąpić ciepły kapelusz. Niezbyt mądre posunięcie.
Jej głowa, jej problem.
Siadam niedaleko niej. Nie czekam na tramwaj, w przeciwieństwie do tej kobiety. Jestem tutaj na przeczekaniu aż światło zostanie zgaszone.
Znak - że wszyscy poszli spać.
Znak dla mnie - możesz wrócić.
Życzę im owocnej hulanki do nieprzytomności. Wtedy jest większe prawdopodobieństwo, że do południa nic od nich nie usłyszę i nie będą w stanie wyjść z pokoju.
Pocieram zaczerwienione dłonie. Niech się trochę ogrzeję.
Po chwili przypominam sobie o moim nowym termosie i ciepłej herbacie, którą zrobiłam zaledwie po południu.
Powinna być jeszcze ciepła. - myślę.
Odstawiam torbę sportową na ziemię i zaglądam do jej zawartości. Stary zeszyt, w którym zapisuję swoje pojebane i niezrozumiałe dla nikogo wiersze. To jak pamiętnik, tylko w innej formie. Litrową pustą butelkę od wody mineralnej, brązowy ręcznik, strój sportowy, buty sportowe, moje ulubione, czarno- pomarańczowe z adidasa i wreszcie mój nowy termos.
Hura!
Kurde, że też chwilą radości dla człowieka może być zwykły termos.
Wyciągam upragnioną w tej chwili rzecz i odkręcam nakrętkę, nalewam trochę ciepłego płynu i popijam małymi łyczkami żeby rozgrzać zarówno gardło, jak również moje zamarznięte ciało. Przesuszone podniebienie zacznie znowu wytwarzać ślinę.
Mija zaledwie minuta, a ja już czuje, że muszę wyciągnąć chusteczkę.
Eh, ja i ten nos.
Są dobre i złe strony rozgrzewania się.
Chusteczki znajdują się w prawej kieszeni mojej czarnej kurtki. Wyciągam jedną z niebieskiego pachnącego opakowania i oczyszczam swój nikczemny nos z zarazków i licznych bakterii, dopijam swoją herbatę, zakręcam lekko i podchodzę do kosza żeby wyrzucić zużytą białą chusteczkę.
Przy okazji mogę sprawdzić rozkład. Niby znam go na pamięć, a jednak miło wracać do takich rzeczy.
Tramwaj jest o 00:17. No chyba, że się spóźni, jak to ma w zwyczaju.
Czemu kobieta w jej wieku nie jest jeszcze w domu?
A ty czemu nie jesteś? No właśnie, głupie pytanie.
Szkoda mi tej starszej kobiety. Gdyby się dało zaprosiłabym ją do domu np. na ciepłe kakao, porozmawiałybyśmy sobie trochę, a potem odprowadziłabym ją na przystanek.
Jednak nic z tego.
Szybkim krokiem idę z powrotem.
Na chwilę przystawkę w miejscu. Słyszę swoje imię i rozkazujący ton głosu. Bardzo dobrze znany. Aż przechodzą przez całe moje ciało zimne dreszcze.
- Proszę nie – Jęczę i kieruję się do swojej torby.
- Nicol! Stój! – woła za mną ale nic sobie z tego nie robię.
Powinnam, ale jest jeszcze coś ważniejszego.
Podnoszę moją czarną torbę w pomarańczowe kropki, biorę termos i bardzo szybkim ruchem ręki wręczam go tej starszej kobiecie.
Nic więcej nie mogę dla niej dzisiaj zrobić.
Zdziwiona patrzy na mnie i mówi ze szczerym uśmiechem
– Bardzo pani dziękuję.
- Proszę – odpowiadam również się uśmiechając.
Odwracam się i widzę przed sobą Alexa. Jest wściekły, ale mam to w dupie.
Robi jeszcze jeden krok w moją stronę. Patrzy surowo w moje oczy, odwzajemniam jego spojrzenie. Góruje nade mną o głowę. Mrugam szybko powiekami bo w tej chwili poczułam mocny cios w policzek, a nie chcę się rozpłakać.
Nic nie mówię, to by tylko pogorszyło moją już i tak pojebaną sytuację.
- Wiesz, która godzina?!- krzyczy.
- Nie – kłamię
- Idiotka!
- Sam nim jesteś! - mówię wściekła i szybko go omijam idąc w stronę domu.
Łzy, mokre, ciepłe i smutne.
Są bezradne i powoli spływają po moich zimnych policzkach, nie chcę płakać. Nie chcę. Szlocham ale staram się jak najszybciej opanować, jednak to nic nie daje.
Alex mnie dogania i żeby mi ulżyć postanawia ściskać mnie po pośladku.
To jest obrzydliwe. A już po chwili czuję jego szorstką dużą dłoń pod moimi majtkami. Jest na gołej skórze prawego pośladka.
- Już się nie mogę doczekać – szepcze do mojego ucha i lekko go przygryza.
A ja wolałabym się nigdy tej nocy nie doczekać – myślę.
Wyciąga rękę z moich majtek żebyśmy mogli spokojnie wchodzić po schodach na pierwszym piętrze. Schodków jest tylko osiemnaście. Osiemnaście kamiennych, szaro białych schodów.
A zaraz stoimy przed drzwiami do mieszkania.
Moja torba wydaje się teraz cięższa niż jeszcze chwilę temu. Wszystkie uczucia, które czuję schowały się właśnie tam. Włosy całkowicie opadają na moje oczy, a drzwi się otwierają…
NO I JAK? PROSZĘ O KOMENTARZE.
PS. WIEM, ŻE GŁÓWNA BOHATERKA MA NA IMIĘ TAK JAK JA.
ALE TO TYLKO MIŁY ZBIEG OKOLICZNOŚCI, HAHA XD
Oh mój Pupsztylu ... po tym słowie powinnaś się domyślić kto to pisze ^-^ ...
OdpowiedzUsuńJako ja krytyk krytyków skrytykuję Twoje opowiadanie ...
Wow ( czyt. wuw ) ... powiem Ci, że Twój styl się poprawił ;-)
Jedynie co mi się nie podoba to to, że nie rozumiem o co cho z tą staruszką... ale mam nadzieję, że wytłumaczysz mi w busie w pon ( 7:45 ) :-)
Na podsumowanie : "Dzieci ja was wszystkich pozabijam, ale pamiętajcie ... ( dokończ sama ;-) ) " oraz " cud malinka ", " git majonez ", "z wozu wysiadam ja " ...
To Twój 1 komentarz ... chcę za niego połowę cytrynowego lizaka rozwalnego Twoim butem :-P
Pisz dalej, popraw błędy ortograficzne :D
OdpowiedzUsuń