poniedziałek, 21 marca 2016

ROZDZIAŁ V

ROZDZIAŁ V


Łzy spontaniczne i kompletnie niepotrzebne. Nie miałam ochoty się przemieszczać. Najlepiej gdyby mnie teraz przejechał jakiś autobus albo tramwaj, który nie jedzie po tej stronie osiedla. Lecz moje nogi same niosły mnie do przodu, aż na bezpieczny teren chodnika, koło stacji benzynowej.

Samochody ruszyły w dalszy pościg. Jaka szkoda.

Nie wiem czemu, ale szkoła wydaje mi się, w tym momencie najlepszym miejscem. Zero rodziny, zero gwałtu, bezpieczeństwo, w pewnym tylko sensie, choć wystarczające. Głośne przerwy i ciche lekcje, na których nie odpowiadamy.
Zwykły dzień, zwykłej uczennicy liceum. Tak, właśnie tak, powinno wyglądać moje życie.

Co za bzdura! Nic a nic nie jest takie jakie być powinno. Cholernie pokręcone, to przejebane bycie nastolatką, uzależnioną finansowo od rodziców. Jak ja tego nie cierpię!

Ze złości i braku dalszego apetytu, gniewnie wgniatam swoją kanapkę do torby i jakbym nigdy nie chciała zostać przejechana, kieruje się dalej do naszego liceum.

- Zwyczajny dzień. – Powtarzam jeszcze raz, zanim wejdę w wir korytarzy.

Budynek otoczony jest również przez inne budowle, które zajmują na przykład: niewielki internat, mieszkania dla nauczycieli, emerytów i przychodnia weterynaryjna. Kiosk jest po drugiej stronie ulicy i to oczywiście niesie za sobą wcale nie mały dochód na godzinę. Nie brakuje tam nigdy klientów. No, chyba, że w soboty i w niedziele, bo przecież na ten czas nie chodzimy i nie odwiedzamy tej budy.
Szkoła nie jest ani zbyt nowa ani stara. Jakieś 5 lat temu została przemalowana na jasny żółty, który nie rzuca się nadmiernie w oczy. Wyróżnia się natomiast wnętrzem oraz dachem. Dach jest cały ze szkła, a pod nim leży ogromny basen oraz siłownia.

Myśl o pływaniu ucisza mój nowo wydobyty gniew. Wole być niebezpieczna i wściekła, niż załamana, płaczliwa i uległa.

Nasza szkoła ma certyfikat i inne papiery na: ,,Szkoła ruchu’’ i ,,Szkoła promująca zdrowy styl życia’’.

Kto by się spodziewał, prawda?

Wejście jak zwykle jest zatłoczone i nie mam dzisiaj ochoty, żeby prześlizgiwać się między innych uczniów, więc po prostu rozpycham się łokciami, nie bacząc na konsekwencje i niemiłe odzywki. Gniew można wykorzystać jako armatę.

Drzazgi. Te pachołki przypominają mi drzazgi.
Chcę trochę przestrzeni i powietrza.

Wnętrze, jak już mówiłam jest imponujące. Wchodzisz przez duże podwójne szklane drzwi, a potem kilkoma schodkami w dół do przestronnego biało czarnego holu, na którym znajduje się stołówka, sklepik, sala muzyczna i pielęgniarka. Nie brakuje roślinności oraz lamp oświecających nam drogę żebyśmy przypadkiem nie zapomnieli, gdzie powinnyśmy się kierować. Wnętrze przecinają imponujące długie kręte, bardzo ciemne schody prowadzące na pierwsze piętro.
Właśnie do nich się kieruje.
Pierwsza lekcja się już zaczyna, ale to na 2 piętrze. Wszystkim nagle śpieszno na zajęcia. A ja powoli wdrapuje się na 1 i 2 piętro. Oczywiście niemiecki rozpoczyna cudowny jakże poniedziałek.

Pod salą zbiera się cała moja klasa, a przynajmniej ci którym opłacało się dzisiaj wstawać. Pewne oceny na półrocze, czyli wystarczy słuchać i przepisywać z tablicy.
Do sali wpuszcza nas nauczyciel, pan Daniel, przezywamy go ,,Dzięcioł’’ – ma bardzo charakterystyczny nos - Otwiera nam drzwi i jak zawsze najpierw wchodzą dziewczyny, a dopiero po nas chłopcy. Nie mam nikomu za złe, że nikt nie zauważył mnie całkiem z tyłu, w porannym słońcu i ze słuchawkami na uszach, które nie wydają już żadnych dźwięków.

Nie, po prostu nie mam ochoty na pogadankę, że to chyba nie ta płeć?

Bo zwymiotuje komuś na buty.

Lekcja mija szybko i zwyczajnie. Dzięcioł pytał tylko tych, co chcieli spróbować podnieś o stopień swoje zapisane w dzienniku oceny, które nie satysfakcjonują ich rodziców. Czyli ponad pół klasy. Ja, na szczęście nie z tego przedmiotu musze się wykazać. Nie mam problemów z przedmiotami humanistycznymi więc nie czas na poprawianie. Martwię się bardziej matematyką i zaliczeniem I semestru, właśnie z tego przedmiotu.

Na kartce rysuje bezmyślne kreski i wszystko otaczam czarnym markerem, co nie ma najmniejszego sensu w moim mniemaniu. Czuję jeszcze trochę poranne cięcie się i jakoś teraz, nie jest mi z tym zbyt dobrze. Trochę późno.

Głowa do góry, następnym razem zrobię głębsze.
Idioootka! – wzdycham znacząco do siebie.

- A cóż to pięknego panno Nicol? – z zamyślenia moich ekstremalnych poczynań wyrywa mnie pytanie nauczyciela, na które oczywiście znam odpowiedz, ale szkoda dzielić się tak ważnymi sprawami.
- To poufne informacje. – odpowiadam grzecznie i uśmiecham się sztucznie.

Widzę, że nauczyciel czai że nie jestem dzisiaj w najlepszym nastroju i już nie ciągnie tematu.

Na mojej ławce ląduje śmieć; no, tak naprawdę to zgięta kartka, a w niej oczywiście nic innego jak tekst pt; ,,TE TWOJE POUFNE INFORMACJE TO MOŻE ZŁAMANE SERDUSZKA OD NIE-WIELBICIELA????’’

Raz - to co napisała nie ma żadnego sensu. A dwa - to bez sensu.

Żebyś się franco nie zakrztusiła spermą – jaka szkoda, że nie powiem jej tego teraz, prosto w ten krzywy ryj.
Odwracam się i trzy ławki za mną dumnie uśmiecha się nie kto inny, jak nasza przewodnicząca, córka nauczycielki języka francuskiego, która jest kochanką naszego dyrektora, który ma żonę, i rucha jednocześnie i ją i jej matkę. No i żonę.
Patologia na niższym levelu.
Skąd to wiem?

A więc tak:
Lisa, bo tak ma na imię dziewczyna-dziwka-diwa-kasiasta-bezmózgowiec-i patyczkowate stworzenie, które jest; o dziękuję – moim całkowitym przeciwieństwem.
Lisa za przeproszeniem, nie kocha tylko pieprzy się z naszym dyrektorem, i to zazwyczaj na stojąco podpierając ściany. Nasz dyrektor nie jest stary więc może dlatego. Zgaduje, że jest między 30 a 35 rokiem swojego marnego życia.
Może pociągają go ich czerwone farbowane włosy? A może szkieletowe poczucie humoru i niska inteligencja? Wysoka samoocena podpierana na wysokich szpilkach? Nieważne, i tak tego nie zrozumiem.
Pan dyrektor to przeciętny gościu z dużym ego, małym rozumem i krótką pamięcią. Żonaty i bogaty facet, który potrzebuje ciągłego wyładowywania nadmiernie produkowanej ilości spermy. Jest głupi jak but i (nie) spodziewa się pierwszego dziecka.
Ciężko to wytłumaczyć. Może innym razem.

Jeżeli uczennica nie ma czasu to namawia swoją pracownice, i tak w kółko. Nie mam pojęcia kto jeszcze w tym uczestniczy, i wole nie wiedzieć.
Żebym to raz ich nakryła w szatni damskiej od jeszcze nieotwartej nowej sali do tenisa, albo z sprawą do dyrektora, a że sekretarka ma osobny gabinet ,,nieco dalej’’. Widuje jej matkę czasami w kawiarni niedaleko parku z nim, lub również poświęcając swój czas na odwożenie ich pod dom.
Ciekawi mnie jednak to, czy one wiedzą, o tym że na przemian wkłada i wyciąga, do różnych otworów, swojego gospodarza.
Ale to nie moja sprawa, też święta nie jestem, bo dopiero co, straciłam dziewictwo z własnym bratem. Wolałabym już raczej z dyrektorem niż z Alexem.
Posyłam jej tylko nieśmiałe spojrzenie, po którym wybucha gromkim śmiechem, przekłada nogę na nogę, a jej zbyt zgrabne nogi przyciągają spojrzenie pełne zachwytu połowy facetów w tej klasie. Zaczerwieniona odwracam głowę w przeciwnym kierunku, gdzie przyłapuje na głębokim i pełnym zrozumienia szarych oczu, chyba, nowego ucznia naszej klasy.

Nie wydaje mi się, żebym była w stanie, przez tyle miesięcy nie zauważyć członka klasy. To byłoby absurdalne. Widzę, że mi się uważniej przygląda i dlatego odwracam szybko wzrok na puste miejsce obok siebie.

Nie jestem ślepa!

Udając zainteresowanie lekcją, spod przymrużonych powiek spoglądam na przystojnego chłopca w drugim końcu klasy, pod ścianą. Ma piękne rysy twarzy, wydatne kości policzkowe, szare oczy pod zielonymi okularami, rude krótkie włosy, zarost kilkudniowy i kilka piegów koło małego nosa. I coś mi mówi, że coś jest z nim nie halo. Jak na faceta ubiera się zbyt elegancko. I to jeszcze do szkoły. Ale okay, przyznam się że podoba mi się jego szara koszula.
Więcej z tej odległości nie zobaczę. Bywa i tak.

Słyszę dzwonek i pakuję swoje rzeczy. Jak zawsze wychodzę ostatnia z klasy i przy okazji wyrzucam, kartkę od Lisy. Ten kto jako ostatni wychodzi z sali musi zamknąć sale i odwiesić kluczyk do szafki na końcu korytarza danego piętra. Wiadomo nie od teraz, że to ja w 90% to czynię.

Na zakręcie wyjmuję swoją wodę i piję małymi łyczkami. I myślę, jak mało kiedy, zastanawiam się nad nowym kolegą.

- Hej – słyszę ekstra męski, nieznany głos i odwracam się ku niemu, a tu… – możesz mi pomóc? – chłopak w zielonych okularach.

Jego głęboki baryton nie pozostawia złudzeń, pociąga mnie taki głęboki głos. Na pewno gra w jakimś zespole. No bez jaj, będę na każdym koncercie.
Jak puszcze sobie z płyty CD. Haha, ale ze mnie śmieszek

- No pewnie, jestem Nicol. – Podaje mu pewnie swoją dłoń, a on ją ściska raczej zbyt mocno, ale nie narzekam.

To przecież facet, a nie baba.

- Jesteś praworęczna Nicol? - chyba się zakrztuszę, moje imię w jego ustach brzmi jak niebiosa za czasów wynalezienia papieru toaletowego.

Patrzę na swoje dłonie i z uśmiechem podaję mu teraz obie jednocześnie. Ciekawe co teraz o mnie pomyśli. Na przykład: ludfzie czy ona jest głupią blondyną?

- Zależy chyba od punktu widzenia. Jak myślisz?– pytam go grzecznie. - A ty jesteś?

Jego ironiczny uśmiech daje mi znać, że właśnie powiedziałam coś mega głupiego.
Nic nowego.

- Nazywam się Mika. Wiem, moje imię jest COOL. – Słyszę sarkazm, nadmierny.
Wcale nie ,,COOL’’.
Chyba myśli, że wycisnę jakiś niemiły komentarz albo coś, ale jego imię wydaje się równie nieprzeciętne jak sam chłopak, który stoi przede mną i mnie nieco krępuje.

- Mika. – powtarzam – Nasz nowy kolega klasowy. - ale tylko po to żeby sprawdzić jaki wpływ na mój język będzie miało wypowiedzenie tego słowa.

Chyba całkiem dobre.
Znowu się do mnie uśmiecha i widzę fioletowy aparat na zębach, który wcześniej uciekł mojej uwagi.

środa, 16 marca 2016

Dobra wiadomość :D

Hejka, wreszcie mam naprawiony laptop i w najbliższych dniach (nwm kiedy dokładnie) dodam nowy rozdział :*
Mam nadzieję, że mnie nie zostawiliście XD i dziękuje za cierpliwość.
Do kolejnego i miłego dnia :)

niedziela, 7 lutego 2016

Smutna wiadomość :(

Hej, niestety zespół mi się laptop, na którym pisze opowiadanie; tam również mam zapisane pomysły na kolejne rozdziały :)
Więc do odwołania musicie poczekać na ciąg dalszy...
Przykro mi ;(
Ps. Teraz piszę z komórki :)

czwartek, 4 lutego 2016

Rozdział IV

ROZDZIAŁ IV


Praktycznie przez cały weekend nie wychodziłam z pokoju. Tak naprawdę to nadal leżałam podłamana i skulona na duchu pod swoim łóżkiem. Ściągnęłam wcześniej kołdrę i przykryłam szczelnie każde miejsce żeby powietrze mnie nawet nie musnęło. Wychylanie się daleko nie miało sensu. Nie chciałam nikogo spotkać. Nikt nawet się mną nie interesował.
A dzięki Aniołom, za brak zainteresowania Alexa.
Łazienka i porywanie szybkich kanapek kiedy wszyscy spali było wszystkim czego potrafiłam dokonać w ten weekend. Odwodniona teraz zastanawiałam się jak ja pójdę do szkoły. Nie mogę opuszczać tych cholernych zajęć kiedy moje oceny nie miały się kolorowo, treningi trwały w dalszym ciągu, a tekst na kolejne przedstawienie nawet nie zostało przeczytane.
Krótko kwitując kończący się tydzień i nadchodzący kolejny tragizm, można nazwać tylko słowami: Jestem w dupie!
Okej, weź się w garść larwo bo jutro szkoła, a ty śmierdzisz jak spleśniała kanapka w plecaku po całych wakacjach.
Dosłownie.
Przesuwając raz górną częścią ciała a raz dolna wysuwałam się spod łóżka; nie lada wyzwanie dla sporych rozmiarów piersi, wydostanie się z tej szczeliny. Weszłaś, to teraz wyjdź – wmawiałam sobie.
I w końcu stanęłam na szerokich stopach.
Zegarek na ścianie pokazywał 3 nad ranem. Jest już poniedziałek.
Zabierając z szafy komplet nowej pidżamy, cicho wysunęłam się za drzwi. Lekko zaskrzypiały.
Wmawiaj sobie ze brak klamki nie ma nic do tego.
Taa, jasne.
Uniosłam lewa stopę i delikatnie stanęłam na zimnych białych kafelkach prowadzące do przeciwległych drzwi.
Łazienka jest o trzy małe kroczki od ciebie, uff, dasz rade.

- Sss… - wypuściłam świszczący odgłos wydobywający się z samego końca mojego języka.

Pierwszy krok - Przymknęłam lekko swoje drzwi do pokoju.
Drugi kroczek – spojrzałam w lewo i w prawo, ani śladu ssaków.
Trzeci - potężny suseł i już zamykałam na klucz drzwi do niewielkiej łazienki.

- Ja piernicze, jak w jakimś nielegalnym horrorze.

I po co oglądałaś ,, Dom woskowych ciał’’?

Jak zawsze w kąt rzuciłam świeżą pidżamę, a ubranie które miałam wcześniej na sobie włożyłam już do żeracza brudów. Wyciągnęłam niedawno kupioną nową różową golarkę i weszłam pod ciepły prysznic, chwile stojąc w bez ruchu. Golarkę odłożyłam na półkę zamontowaną w ciasnej kabinie prysznica, na wysokości mojego ramienia, a zabrałam się za dokładne umycie włosów i namydlania czerwonej skóry. Powoli sięgnęłam po ostrze, i chyba, trochę nieświadomie przejechałam nią po kosce na lewym nadgarstku. Wtem poczułam lekkie szczypienie w tym miejscu.
A może by tak? Ale tylko trochę.
Nie, nie, nie – powtarzał mój umysł.
Ale przecież dużo dziewczyn tak właśnie robi.
Ty nie jesteś jak każda - powtarzał dziwny głos w głowie.
Odpychałam czym prędzej rozsądny głos w swojej głowie. To nawet miłe uczucie, a rany nie są mi obce. Niewiele myśląc, przyciskałam leciutko żyletkę do nadgarstka, przesunęłam, i zrobiłam kolejne płytkie nacięcie. Wstrzymałam oddech. Stróżka krwi pojawiła po paru sekundach, ale woda ją zmywała. Znowu mi się spodobało i zrobiłam jeszcze kilka po czym zajęłam się odpowiedniejszymi miejscami.
Nadgarstek piekł mnie i było to niedorzecznie przyjemne uczucie, coś innego niż strach i obrzydzenie. To było miłe odcięcie się od rzeczywistości. A czerwień działała na mnie teraz uspakajająco.
Zadziwiające i głupie.
Istnieje coś takiego jak dno dna? Nie?
A płyta kontynentalna.

***

Dzisiaj leżę już normalnie na materacu mojego łóżka. Jest po czwartej. Jutro szkoła od 9:20 do którejś tam, a ja jeszcze nie spakowana…

Drrryń
Drrryń

- Jeszcze nie, kurde. – Po co nastawiałam tak wcześnie.

Drrryń

Holender, odwracam się na drugi bok i na ślepo staram się sięgnąć ręką do ekranu telefonu. Chwila ciszy, udało się. Ściągam kołdrę, powoli siadam. Uchylam lekko powieki i się rozciągam. Po chwili postanawiam znowu się położyć plecami na łóżku. Jeszcze przez chwile się zastanawiam; co mam zrobić?
Musze ubrać sweter, żeby zakryć samookaleczenie.
I po co to zrobiłaś. Na szczęście jest teraz zima.
Koniec, musze się podnieść. Wstaje mimo chrupnięcia w kolanach i wlekę nogi do łazienki zrobić makijaż, oraz inne poranne duperele. Ranę przepłukuję wodą utlenioną i smaruje witaminą A - na szybsze gojenie. Potem zamykam się w pokoju z zamiarem wyboru dzisiejszej stylizacji. Długie czarne spodnie przetarte na kolanach i czarny sweter w czerwone paski. Skarpetki wciągam zielone i kilka bransoletek na lewą dłoń, jako ukrycie.
Genialny zestaw.
Z wieszaka ściągam torbę na ramię, podchodzę z nią do tablicy korkowej i sprawdzam jakie mam dzisiaj zajęcia.


Poniedziałek:
Od 9:20 do 12:35
1. Niemiecki
2. Historia sztuki
3. Historia - Długa przerwa
4. Podstawy przedsiębiorczości
+ Zajęcia teatralne



Wszystko pięknie, nie licząc tego, że na nic nie mam zrobionego zadania i musze się jeszcze usprawiedliwić u nauczycieli.

- Anioły dajcie mi siłę na ten dzień. – przewracam oczami.

Wszystko spakowane oprócz tekstu, a z półki przy biurku zabrałam potrzebne dokumenty i portfel.

Później musze kogoś odwiedzić.

W domu już nikogo nie ma, i wyjdę bez śniadania. Wkładam czarne wysokie glany z pomarańczowymi sznurówkami, kurtkę zakładam bez zapinania i owijam szyje zielonym szalikiem. Przed lusterkiem poprawiam włosy i nakładam przezroczysty błyszczyk na suche usta.

Jestem gotowa, wychodzę.
Już zamykam drzwi.

- A zegarek, telefon i słuchawki? - coś jest ze mną nie tak. Żeby zapomnieć zegarka!
I znowu wchodzę do mieszkania, lecę do pokoju i zabieram szybko potrzebne rzeczy. Telefon do kieszeni, słuchawki na uszy, a zegarek zapinam jak zawsze na prawym nadgarstku.
Jest 8:53, autobus odjeżdża za 5 minut.
I znowu zamykanie, przekręcanie i szybki skok z ostatnich schodków.


***


W piekarni obok kupuję świeżą kanapkę z sałatą, ogórkiem i papryką. Dzisiaj nie jem nic mięsnego. Patrzę na lodówkę z napojami i korci mnie jeszcze sok pomarańczowy. W koncie niedaleko ludzie siedzą na krzesłach barowych ze znajomymi i również wcinają kupione śniadania. To żaden nowy widok.

- Co tak na mnie patrzysz? – szepczę do napoju i odwracam wzrok.

Ekspedientka dziwnie się na mnie patrzy, a ja słodko się do niej uśmiecham. Po coś te gały jednak ma.

- 3,20 Euro poproszę. Czy potrzebuje pani czegoś jeszcze? – Głupia kura jeszcze się na mnie gapi tymi wytuszowanymi prostymi rzęsami i mam ochotę się z niej pośmiać. Nie ma jak dobry makijaż - myślę

- To wszystko, dziękuję. - Podaje jej pieniądze, zabieram moją kanapkę, która leży bezpiecznie w brązowej torebce i szybko wychodzę.

Wydawała się teraz spłoszona. Jak to kurki.

Szkoła jest 15 minut oddalona ode mnie i chyba się przejdę. Przyda mi się spacerek, a przy okazji mogę zjeść swój zakup. Kilka przecznic i będę.
Klikam w ikonkę Muzyka, wybieram pierwszy lepszy utwór, a słuchawki puszczają szybki rytm jednej z piosenek starego zespołu Smokie.
Trochę pogwizduję skręcając w lewo koło pralni. Pies prowadzony na smyczy sika niedaleko mnie na starą latarnię. Zwykłe życie codzienne każdego psa.

Coś mi tutaj nie pasuje.
Żuję i żuję, mlaszczę, aż wreszcie…
Zapomniała dodać pieprzu do mojego śniadania.
Już jej nie lubię.

Nieco wkurzona na kurę, przechodzę przez pasy. Samochody przystają na czerwonym świetle i czekają na zielone spiesząc się z odwożeniem dzieci, i pojawieniem się punktualnie w pracy. Ja bardzo powoli przestępuję z paska na pasek.

I nagle czuje się opuszczona przez wszystkie siły napędzające ten dzień.
Paski.
Alex i pasy.
Ja i bezsensowny płacz.
Spierniczajcie koszmarne obrazki…



UDANEGO DNIA :D

środa, 20 stycznia 2016

Rozdział III

ROZDZIAŁ III

Jest sobota. Koło godziny czwartej, Alex zaprzestał torturowania mnie. Jednak nadal byłam przywiązana. Nawet nie próbowałam się ruszać,… tak bardzo wszystko mnie boli.
Kilka razy straciłam przytomność. Wtedy już nic nie robiło mi różnicy, ale nigdy więcej nie dam się nikomu tknąć. Czuje wstręt do samej siebie, za nie popełnienie samobójstwa kiedy był na to czas.
Teraz jest za późno, a ja będę żyła ze świadomością, że żyję w patologicznej rodzinie.
Matka mnie zmusiła. Suka!
Ojca nie obchodziłam, nic nie widział. Kretyn!
Brat popełnił jednocześnie gwałt i kazirodztwo. Na niego nawet nie ma odpowiedniego określenia!
A ja?
Właściwie co ja zrobiłam? Jak powinnam samą siebie nazwać?
Płacz i ból się liczy? Na przezwiska szkoda czasu.
Niewiele, tak naprawdę nie zrobiłam nic, żeby tego uniknąć.
Przecież to wszystko to moja wina. To ja ich prowokowałam. Jestem nikim.
Ale dlaczego mnie to spotyka i czemu nikt mi nie pomaga?
Ze świata ciemności i bólu wyrwało mnie poczucie uwolnienia moich kończyn. W końcu się zlitował i mnie uwalnia.

Albo? Nie, nie, nie!

- Spróbuj komuś powiedzieć, – ostrzegł - a zabije cię właśnie w ten sposób.- mówiąc to, włożył mi palce do unerwionego i zakrwawionego zakamarka mojej przewrażliwionej kobiecości.
Czy mogę jeszcze raz stracić przytomność?
- Niee…i..e. Niic..powiem – zaszlochałam, a łzy połykałam równocześnie z gulą w gardle.
- No to, jesteśmy umówieni – jego oczy błyszczały triumfem.
Pierdolony sukinsyn!
Kiedy zbliżył swoje usta do moich poczułam odruch wymiotny i natychmiast zerwałam się z lóżka. Chciałam jak najszybciej stąd zniknąć. Na niewiele się to zdało, ponieważ zaraz spotkałam się boleśnie z podłogą. Nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Są całe zdrętwiałe. Kto by pomyślał?
- Kurwa!- wymsknęło mi się.
- Muszę przyznać ci rację chociaż raz, jesteś całkiem niezłą kurwą. – Alex puścił mi oczko i zaraz był przy drzwiach. Mojej wcześniejszej uwadze umknęło, że był już całkowicie ubrany i ,,czysty’’. – Wychodzę, nie czekaj na mnie. - posłał mi szybkiego buziaka.

I tyle.

Wyszedł.

Zostawił mnie.

Zaraz się porzygam…

Zlana potem, całkiem już przylepiłam się do brązowych jasnych paneli, w pokoju rodziców.
Poleżałam tak jeszcze 10 minut. Uczucie w nogach powoli powracało, więc chciałam to wykorzystać, i jak najszybciej się dało, zaczęłam się lekko podnosić podpierając ręce o łóżko. W zasadzie to tylko rozłożona, duża sofa.
Naga pobiegłam do drzwi wyjściowych i jak najszybciej je zamknęłam na wszystkie trzy kłódki i przekręciłam dwa razy klucz. Niewiele myśląc udałam się do łazienki, weszłam pod zimny prysznic. Stałam tak, aż poczułam, że moje ciało więcej zimna nie zniesie. Zakręciłam zimny dopływ, a przekręciłam na gorącą wodę. Zabrałam się do mycia włosów i całego ciała, unikając miejsca intymnego. Pomimo tylu godzin płaczu nadal czułam gorące łzy, które zmywała już ciepła woda.
Nie rozczesywałam włosów, nie wycierałam się, nie umyłam zębów. Nawet na lustro się nie spojrzałam. Zamknęłam się w pokoju na klucz, ubrałam fioletową pidżamę z zajączkiem i schowałam się pod łóżkiem.
Nikt mnie stąd nie wyciągnie. Zgniję waśnie tutaj.
Wszystko mi już leży.
Życie straciło dla mnie sens.
Zasypiam, to tutaj czuje się bezpiecznie. Wszystko jest dobrze. To tylko koszmar, koszmar, który się spełnił.


*** KILKA GODZIN PÓŻNIEJ***



Chce się przekręcić na prawy bok ale nie mogę.
Znowu jest przywiązana?!

- Nie, nie, nie. - Szybko się podrywam, mocno uderzając głową o coś twardego i ciężkiego.
- Gdzie ja do cholery jestem?! – Wrzeszcze sama na siebie.

Już całkiem mi odjebało?

Rozglądam się niepewnie. Okej leżę na podłodze. Znowu? Ale gdzie?

- Uhh… - po chwili orientuję się, że w swoim pokoju pod łóżkiem. – Ja…, ale się wystraszyłam.
Słyszę, że ktoś chce wejść oraz dziwne szmery. Przecież nikogo nie może być w środku. Zamknęłam drzwi, to nie możliwe aby tutaj ktokolwiek wszedł.
Odgłos wiertarki wyrywa mnie z niepotrzebnych zamyśleń.

- Nicol, otwieraj te cholerne drzwi! – słyszę Beatę
- Nie chcę
Znowu jakiś trzask, a do pokoju wlewa się trochę światła.
- Skończyłem. - męski głos, którego nie znam? Kto to jest?
- Ile płacę?- teraz ciężki głos taty.
Jakiś cień zbliża się do mojego łóżka i bardziej czuje niż widzę, że ktoś chwycił mnie za kostkę u lewej nogi i wyciąga spod łóżka. Matka nie wygląda najlepiej. Aż szkoda na nią patrzeć. Makijaż rozmazany, włosy w nieładzie, ubranie całe poplamione i… ugh, śmierdzi potem i alkoholem.
- Co ty sobie myślałaś, zamknąć się w pokoju?! Nie mówiąc o drzwiach wejściowych!- jej głos jest twardy i niemiły dla uszu. Skulona leżę na podłodze. – Głupszej od ciebie już nie ma… - nie słuchałam jej, poczułam tylko jak mnie podnosi do pionu, a potem tylko dwa lekkie uderzenia w twarz i raz z pięści.
Chyba nie ma siły, skoro tak lekko. Nie reaguję na to, dlatego mnie puszcza i znowu upadam nie przejmując się tym.
- Popamiętasz mnie jeszcze
- Zamknij drzwi! – podnoszę głos ale drzwi są zamknięte.

Brakuje klamki…



Rozdział jest dzisiaj, ponieważ jutro wyjeżdżam do wujka. Wiem, że jest krótki i taki sobie, ale nie mam czasu :D Do napisania, i tym co mają ferie tak jak ja... życzę udanego odpoczynku :D

niedziela, 17 stycznia 2016

Bohaterowie :D

Hejka, chciałam tylko uprzedzić, że wszystkie opisy bohaterów napisane są/będą z perspektywy Nicol (głównej bohaterki). No, żebyście się nie zdziwili :D
Na początek nie dodam wszystkich bohaterów, a będzie ich trochę.
Pomyślałam, że dodawać będę ich dopiero wtedy, kiedy pojawią się w danym rozdziale. Będę was o nich powiadamiać na początku rozdziału :*
Chciałabym prosić o komentarze - zagranicznych czytelników również – to bardzo motywuje, a ja zawsze potrzebuję motywacji :D
Dziękuję i zajebistego dnia, nocy i czytania… XD


BOHATEROWIE :

Nicol Bein:

• Jestem główną bohaterką tego opowiadania
• Mam 16 lat, za parę miesięcy 17
• Moje włosy są koloru jasnego blond, lewy bok mam wygolony
• Najbardziej w sobie podobają mi się oczy – zielonoszare
• Muszę wspominać o tym, że noszę te koszmarne okulary?
• Jestem średniego wzrostu, 166 cm
• Moja budowa ciała nie jest zła, ale jestem lekko puszysta
• Choć należę do tych wysportowanych
• Chodzę do 1 klasy liceum
• Profil: niemiecki – angielski – historia
• Każdy musi wybrać jeszcze dodatkowe zajęcia, obojętnie jakie.
Więc uczęszczam również na:
- zajęcia teatralne
- SKS-y z : basenu, koszykówki, tenisa stołowego.

• Mam w planach jeszcze kilka nowych zajęć
• Po co? Żeby jak najmniej czasu spędzać w domu
• Słucham tego co wpadnie mi w ucho
• Uwielbiam czytać; jest to moje ulubione zajęcie
• Raz na jakiś czas pisze wiersze, to taki pamiętnik
• Nie jestem inteligentna i nie mam samych dobrych ocen, ale jakoś to ciągnę
• Nie lubię angielskiego, choć jest prosty, ja nie potrafię się nim posługiwać. Wiem jestem na profilu
• Jakieś ambicje trzeba mieć, czyż nie?
• Nie ogarniam matmy
• Co jeszcze o sobie napisać?
• Jeżeli macie pytania, to śmiało piszcie, uwzględnię to opowiadając moją historię
• Reszty zapewne dowiecie się czytając opowiadanie


Alec Bein:

• To mój starszy, okropny i bez uczuć dla pozostałych… brat
• Nie chwalę się tym tępakiem przed innymi. Chyba, że nie mam wyboru.
• Jest farbowanym blondynem ale… Ma włosy do ramion, zazwyczaj związane w kucyka z tyłu
• Oczy najgłębszego oceanu
• Nienawidzę go
• Ma około 19- stu lat. No jakiś czas temu miał 18. Kto wie kiedy?
• Chodzi do 2 klasy zawodówki – chyba chce zostać murarzem
• Wiem, że stać go na więcej, ale to jego własny wybór
• Raz zawalił rok i teraz siedzi z młodymi. Wstyd taki, że…
• Pomiata dziewczynami i mną
• Pije i pali
• Co chwilę zmienia dziewczyny, a wraz z nimi numer swojej komórki
• Nie wiem czy po to żeby do niego nie wydzwaniały czy może jest wtedy taniej utrzymywać kontakty
• Jest umięśniony – regularna siłownia robi swoje
• O nic nie dba; no, oprócz siebie
• Ma manię obgryzania paznokci
• Nie bywa w domu za często - na szczęście
• Ciągle mi docina
• Tak na marginesie, pewnie już zauważyliście, że jest gwałcicielem

Beata Bein:

• Ta kobieta to moja i Aleca matka
• Okrągłe 46 lat na karku
• Wygląda na starszą, pewnie przez ten straszny makijaż
• Włosy jasno brązowe ma długie po pas i grzywkę nad niebieskimi oczami, która jej nie pasuje
• Jest sprzątaczką w firmie swojego męża, a naszego ojca
• Raczej nic tam nie robi
• Nienawidzę jej – najbardziej pojebana matka roku
• Nie dba o mnie
• Jest samolubna
• Alkoholiczka
• Nie skończyła żadnej szkoły wyższej
• Po 18- stych urodzinach rzuciła technikum gastronomiczne

Thomas Bein:

• To nasz ojciec
• Łysy 42- dwu latek
• Sraczkowaty kolor oczu
• Jest właścicielem swojej firmy budowlanej
• Ma wytatuowane inicjały wszystkich swoich dziewczyn na lewym przedramieniu. Nie pytajcie…
• Zazwyczaj ubiera się w swoje eleganckie niebieskie koszule
• Ma brata Thobiasa
• Jest niewiele wyższy ode mnie
• Może się pochwalić sporych rozmiarów oponką na brzuchu
• To zapewne przez nadwagę i…
• Nie jest taki zły, mam nadzieję
• Jaki jest największy plus tego, że posiadam tatusia? Pokaźnych sum kieszonkowe

niedziela, 10 stycznia 2016

Hejka, krótka informacja :D

Cześć chciałam tylko poinformować, że w prologu i 1 rozdziale zaszły małe zmiany XD postarałam się również poprawić błędy :D może coś przeoczyłam, mam nadzieję, że nie XD. Dziękuję za wyświetlenia i komentarze :*